„Nie płacz, kiedy odjadę…”
Kategoria: Więzi rodzinneKażdego dnia na lotniskach, dworcach można zaobserwować ludzi, żegnających się z rodzinami. Wyjeżdżają z Polski z nadzieją na lepszy byt. Wierzą, że znajdą pracę w innym kraju i będą w stanie zapewnić swoim „pociechom” lepsze życie. Taszczą ogromne torby, świadczące o długim okresie ich absencji w domu. To wolno mijające miesiące, czasem lata. I oczekiwanie na spotkanie z synem, córką, mężem czy żoną.
Idąc ulicami miast Wielkiej Brytanii często napotykamy samotnych ludzi. Nie mają czasu, śpieszą się, są smutni. Pracują nierzadko na dwie zmiany, pożywią się byle czym, aby jak najwięcej gotówki przesłać do domu. To dla nich niezmiernie ważne, aby jak najwięcej pieniędzy oszczędzić, ponieważ takim sposobem ich pobyt, naznaczony tęsknotą i oczekiwaniem, będzie trwał krócej. Nie zwiedzają ciekawych miejsc, a więc nie poznają kultury i życia w innym kraju. Mają inne priorytety. Dać synkowi obiad lub kupić córce buty na zimę. Większość z nich zapewne zostałaby w kraju mając pracę pozwalającą na normalne życie. Gdy znajdą chwilę czasu po pracy, chętnie opowiadają o swoim życiu, pokazują zdjęcia swoich dzieci, planują, jaki prezent przywiozą im po powrocie.
Sławek ma trzydzieści osiem lat. Do Anglii wyjechał cztery miesiące temu. Ma zamiar jeszcze kilka miesięcy zostać. Ma żonę i dwóch synów. Starszy ma siedemnaście lat, młodszy trzynaście. W Polsce był pracownikiem hurtowni, lecz jak twierdzi, zarobione pieniądze nie starczały na przeżycie do końca miesiąca. Pragnie wyremontować dom, ciągle o tym wspomina. Mieszka w niewielkiej miejscowości, niedaleko Sevenoaks, pracując na farmie truskawkowej. Jest z wykształcenia elektrykiem, ale nie udało mu się odnaleźć w swoim zawodzie w kraju. Tu też nie będzie pracował w zawodzie, gdyż nie zna języka angielskiego. Pozostaje zbiór owoców.
Jest zadowolony. Kilkakrotnie wyższa pensja, tylko tęsknota go zjada. Nie daje żyć. Telefonuje do domu raz w tygodniu, ale to nie zastąpi bliskości przebywania ze swoją rodziną. Pokazuje zdjęcia swoich synów. Starszy niedługo pójdzie na studia – wzrusza ramionami. – Z czego mam mu dać na książki i ubrania? Gdy wspominam o powrocie do ojczyzny, uśmiecha się smutno. Żegna się po chwili, gdyż musi położyć się wcześniej spać. Rano trzeba iść do pracy.
Paweł ma dwadzieścia pięć lat i dwuletnią córeczkę. Studiuje w Olsztynie. Wraz z żoną jest utrzymywany przez rodziców, ale nie chce tak dłużej żyć. Chce sam troszczyć się o swoją własną rodzinę. Gdy skończy studia, będzie szukał pracy w Polsce, teraz pozostaje zajęcie dorywcze na wakacje. Dostaje zatrudnienie w londyńskiej restauracji. Zmywa naczynia, sprząta. Zarabia całkiem nieźle, ale dużo kosztuje go utrzymanie w Londynie. Nie zastanawia się, spytany o chęć powrotu do kraju. Gdybym miał taką możliwość, nigdy nie wyjechałbym – mówi. Ma nadzieję, że uda mu się dostać dobrze płatne zajęcie w kraju i nie będzie musiał tułać się po świecie. Anglia mu się nie podoba. Dla Europejczyka z kontynentu deszcz padający przez sześć dni w tygodniu jest nie do zniesienia. Nie inaczej jest w przypadku Pawła. Często telefonuje do domu, pisze e-maile, rozmawia przez komunikatory internetowe. To nie wystarcza. Myśli o żonie i córce, co teraz porabiają. Ile Dominika (jego córka) urosła? Czy często uśmiecha się? Tęsknota i jemu daje się we znaki.
Setki tysięcy ludzi opuściło ostatnimi czasy Polskę. Wiele rodzin wyemigrowało na stałe do innych państw, wiele rodzin się rozpadło przez wyjazd jednego z małżonków. Często ci, którzy wyjechali na dłużej, nigdy nie powrócili, przyzwyczajając się do nowego życia. Nie istnieje taki twór jak rodzina przez telefon. Gdy się kocha, nie można przez dłuższy czas żyć w rozłące. Kontakt telefoniczny nigdy nie zastąpi rozmowy w cztery oczy z żoną czy dzieckiem. Nie można wychowywać dzieci będąc setki kilometrów od domu. Jaki los czeka więc polskie rodziny? Wyjadą za granicę? Znajdą pracę w Polsce? A może jedno i drugie…
Autor: Michał Mazik